-

Shork : ...something wicked this way comes...

Ekonomia literacka

Za czasów PRL istniały w Polsce szkoły ekonomiczne. Być może teraz zastanowicie się dlaczego w ogóle istniały i czego uczyły, skoro ekonomia czy w skali mikro czy makro nie istnieje bez rynku, handlu, ciągłego dążenia do równowagi podaży i popytu, zapobiegania monopolom, i jeszcze wielu innych czynników, które w gospodarce centralnie planowanej nie miały racji bytu jako mechanizmy. A jednak szkoły istniały. Kształciły sprzedawców i kadrę zarządzającą w modelu gospodarki socjalistycznej. A ponieważ nie była to ekonomia jako taka, postanowiono dodać do niej przymiotnik. Polityczna. I tak oto narodziła się nowa nauka. Jaka do była nauka podpowiem przytaczając anegdotę. Mój nauczyciel ekonomii politycznej, tłumacząc zjawisko amortyzacji i kosztów mówił: „Bo nieważne czy samochód przejdzie 100 000 km. czy te kilometry przestoi w garażu, silnik musi iść do kapitalnego remontu”.
Ot nauka walcząca z problemami, które sama sobie wytworzyła.

W ekonomii politycznej, marketing i reklama traktowane były bardziej niż marginalnie, bo potrzeby, przy popycie pernamentnie przewyższającym podaż, marketing jest niepotrzebny. Kiedyś myślałem, że to właśnie z tego powodu, nasze pokolenie, do tego stopnia jest podatne na reklamę, że działa na nie ta najprymitywniejsza. Po czasie, gdy kolejne generacje, skutecznie indoktrynowane są jeszcze bardziej prymitywnymi reklamami, musiałem zweryfikować ten pogląd, a właściwie poszerzyć.

Ale nie o tym...

Chcę wam zwrócić uwagę, na to jak podatni jesteście na reklamę. Nieważne jakie są tego przyczyny, czy brak nabytej odporności, czy wychowanie w kulcie konsumpcjonizmu i nadmiaru.

Jedną z najprymitywniejszych form manipulacji zupełnie podstawowych działań marketingu bezpośredniego, jest metoda na cukierka.

W galerii podchodzi do was Pani z tacką cukierków i częstuje z uśmiechem, a za nią czai się już ankieter, któremu przecież nie odmówicie udzielenia odpowiedzi w ramach zobowiązania. Oczywiście ankieta w takim przypadku jest często nic nie warta, bo skuszeni i zobowiązani czujemy się udzielać samych pozytywnych odpowiedzi, albo i kupić wciskany produkt z przekonaniem, że decyzję podjęliśmy samodzielnie.

Nie zawsze wabikiem jest cukierek, czasem wystarczy się przywitać, przedstawić, zaprosić do przystanięcia w cieniu. Zadziwiające jak szybko można poczuć się zobowiązanym.

Zaraza prymitywnego marketingu, w połączeniu z całkowitym wyeliminowaniem poczucia wstydu zaczęła tak mocno dominować, że zaczepiający mnie ankieterzy czy telemarketerzy są w ogromnym szoku, że nie czuję się zobowiązany sam się przedstawić, choćby z tego powodu, że podali mi swoje nazwisko.

Twarde, dobrze przeszkolone sztuki, na które najlepszym lekarstwem jest udawanie szaleństwa. To akurat działa. Tego się boją jak ognia.

No ale nie o tym…

Otóż w każdej dziedzinie od wieków stosuje się manipulacje i starannie się ukrywa ich stosowanie. Problem w tym, że społeczeństwo obecne nie musi być manipulowane w sposób wysublimowany. Wystarczy metoda prymitywna, jak ta opisana w powyższym akapicie.

Na przykład taki artykuł powiedzmy o czymś bolesnym. No powiedzmy o największej bitwie pozycyjnej I Wojny Światowej. Na początek dajmy cukierka. Pokażmy swój profesjonalizm, opiszmy ze swadą jak to od dzieciństwa się tym zajmujemy i imponowaliśmy kolegom w piaskownicy. Później przytoczmy liczby, liczby, liczby, aby odbiorca mógł tylko zawstydzić się, że liczb tych nie zna. Rozwińmy papierek w celu przekazania czytelnikowi kilkunastu prawd oczywistych, z którymi nie ma szans się nie zgodzić. A teraz jak już jest urobiony i gotowy do konsumpcji produktu jaki dla niego przygotowaliśmy czyli zamknął oczy i otworzył buzię w nadzieję na kęsa, zafundujmy mu stek tez pod które napisaliśmy artykuł. No na przykład zestawmy oczywiste błędy francuskiej doktryny wojskowej z obecną polityką PiS i nie zapomnijmy wspomnieć, że po obu stronach frontów, Kościół święcił armaty (A Kartagina musi zostać zniszczona).
Wspomnijmy łezkę uroniwszy nad udziałem Polaków na wszystkich frontach. Rozgrzeszmy angielskich dowódców, którzy w wyniku roztargnienia nakazywali maszerować na wprost kulomiotów. Wszystko w oparciu o elementy będące już popkulturą, nawet nie stereotypem. Bez żadnego oparcia w logice. Zawieszone na patykach uznanych autorytetów, którym zaprzeczanie grozi wydaleniem z grona inteligentów. A przecież każdy chce być inteligentem. Wsparte nagrodzonymi filmami, nagrodzonych reżyserów, w których grali nagrodzeni aktorzy, a scenariusze pisali nagrodzeni literaci. No bo nieważne czy samochód stał te 100 000 km. Dyrektywa przyszła, silnik do remontu.

 

Jakaś afera fiszkowa? A było coś takiego? Masz tu jeszcze jednego cukierka i się zamknij.

 

Cel osiągnięty. Napasiony cukierkiem przechodzień nabył kartę kredytową i dopiero w domu zorientuje się, że takie same cukierki ma w barku i właściwie za nimi nie przepada bo mu plomby z zębów wyrywają, a karta do niczego jest mu potrzebna, za to co miesiąc trzeba za nią płacić przez dwa lata. Zastanawia się tylko przez chwilę, aby na drugi dzień, bezwiednie wziąć darmową gazetę i ucieszyć się, że wszyscy myślą tak jak on.

 

Ktoś zaprzecza? No to niech odpowie jaką treść, jaką opinie chciał nam autor przekazać. Jakie wartości pokazał. Jakie jest przesłanie i czy aby cała ta piękna, ze swadą napisana otoczka nie ma na celu wyłącznie tego, abyście bezkrytycznie, bez żadnych argumentów, bezmyślnie łyknęli naciąganą tezę jako własną.

 

Literatura pełna jest utalentowanych sukinsynów piszących na zamówienie, czasem nawet niezwerbalizowane przez ich mocodawców. A w dzisiejszych czasach, gdy w szkołach nikt nie uczy pisania innego, niż ledwie poprawne, każdy wybijający się ponad szarość rozprawek ogłaszany jest „wybitnie utalentowanym pisarzem”.



tagi: literatura 

Shork
3 marca 2018 11:03
8     714    4 zaloguj sie by polubić
komentarze:
ewa-rembikowska @Shork
3 marca 2018 12:53

Na ekonomię się nie powoływała, raczej na psychologię wpływu i guru tego kierunku Roberta Cialdiniego i jego pracę "Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka".

Ta przaśna ekonomia, którą miałam w liceum a potem na SGPiS to poświęcona była bardziej takim przyziemnym sprawom.

zaloguj się by móc komentować

Shork @telok 3 marca 2018 13:11
3 marca 2018 13:32

a już myślałem że śmiałeś przypisać mi patriarchalnym nakazem rolę społeczną...

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @ewa-rembikowska 3 marca 2018 12:53
3 marca 2018 15:41

Dobra książka swoją drogą i też mi się przypomniała podczas lektury tej notki.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @telok 3 marca 2018 13:11
3 marca 2018 16:10

wie pan tak się dziwnie w życiu złożyło, że nie dość, że skończyłam finanse i rachunkowość w liceum ekonomicznym, to jeszczcze co najmniej od dwudziestu paru lat param się księgowością że tak powiem praktyczną.

zaloguj się by móc komentować

mooj @Shork
3 marca 2018 20:17

Wiesz ile książek jest kupowanych nie do czytania, a do dekoracji i (być może) zasygnalizowania przynależenia?:)

 

zaloguj się by móc komentować

Shork @mooj 3 marca 2018 20:17
3 marca 2018 20:28

ja kupuję do czytania, ale skoro twierdzisz że i tak bywa. Ja zwykłem bezczelnie przepytywać gospodarzy z tomów na półce i jeszcze nie trafiłem na pozera

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @telok 3 marca 2018 20:29
3 marca 2018 21:19

Zasada podwójnego zapisu (debet -kredyt) jest niezmienna od 500 lat. Różnica jest wyłącznie w technologii. To co kiedyś musiało robić ręcznie kilka/kilkanaście osób, dziś załatwia jeden program i jedna osoba.

zaloguj się by móc komentować

Tytus @Shork
4 marca 2018 09:46

oczywiste błędy francuskiej doktryny wojskowej

Rozgrzeszmy angielskich dowódców

Całość super, a to powyżejto już szczególnie mi się to spodobało.

A o Kartaginie to porostu miód na uszy (pszczeli miód oczywiście). 

Dziękuję!

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować