-

Shork : ...something wicked this way comes...

Latam. Odcinek 2

Wstaję i wchodzę na burtę. Pod ciężarem normalnego człowieka łódź przechyliłaby się na pewno, ale ja dotykam jej tylko czubkami palców. Lecę w parodii spowolnionego, jak na filmie skoku. Najpierw w górę, potem łukiem w dół. Wbijam w wodę tylko samą głowę. Przez paręnaście sekund udaję, że nie mogę wcisnąć się głębiej. Macham rękami i nogami w powietrzu, po czym nieruchomieję w najbardziej durnej pozycji i zanurzam się z głośnym pluskiem. Skurcz. Wyprężam się jak struna. Ciągnę stopy w górę. W takiej pozycji sunę jak motorówka w stronę tataraku. Wracam z pełną garścią pałek. Rozdaję każdemu. Hania składa usta jak do pocałunku. Dmucha leciutko i wszystkie zaczynają się żarzyć. Wasyl nie pozwala wpaść do wody wypalonym okruchom. Gromadzi je. Lepi z nich kulę ziemską. Lądy, oceny. Kula wiruje coraz szybciej i szybciej, zamienia się w chmurkę pyłu i opada na nasze twarze.

Wszyscy biją brawo.

Dzieciaki.

Dziewczęta idą szykować jedzenie. Karol, najcichszy i najspokojniejszy, proponuje wyścig na drugi koniec jeziora i z powrotem. Ale bez oszukiwania, - zastrzega patrząc na mnie. Rzucam się inicjując wyścig. Na początku ciągnę mocno krytą żabką. Dobrze jest wyprostować ramiona. Chłód wody pozwala znieść ból. Dwanaście uderzeń. Słabnę, zagarniam wodę pod siebie, patrzę do tyłu. Karol wyprzedza mnie równym kraulem, za nim Kazik, Wasyl wyraźnie wolniej. Co to za styl? Rozpaczliwiec kresowy? Zwycięzcy oddalają się. Nie mam szans. Kładę się na plecach i pozwalam nieść wodzie. Bez oszukiwania. Ręce pod plecy. Słońce suszy twarz. Wasyl pyta co jest? Odkrzykuję, że i tak nie mam szans. Wzrusza ramionami, a może to jakiś element stylu pływackiego. Wasyl patrzy chwile za pływakami i też się odwraca na plecy.

- Zabierzemy się jak będą wracać.
Nie ma co się męczyć w ostatni dzień.
 

Na obiad jest zimna szczawiowa z jajkiem, zimne pierogi z jagodami, chleb i mały kubek smalcu. Do tego piwo. Wieczorem mamy zajęcia.

Swoje drugie oddałem wartownikowi. W połowie pełna butelka została w łodzi. Piwo na pewno zrobiło się już ciepłe i kwaśne.
Rachela oddaje mi jedno swoje Po drugie wyciągają się męskie ręce.

Jak bardzo ona jest inna.

My wszystko dzieci częstochowskie. Ja co prawda z zachodniej strony, ale też. Rachela to córka Izaaka Weisschmana. Tego od drugiej zasady atomowej Weisschmana-Einsteina. Urodziła się już w Polsce. Mieszkali 50 metrów od laboratorium, za zbrojonym ołowiem murem. Miało być bezpiecznie, ale nie było. Matka Racheli zmarła na białaczkę, a ona sama ma wystawy na całym świecie. Koniuszkami palców wypala na deskach dzieła sztuki. Jej kopia Ostatniej Wieczerzy zdobi odbudowaną salę na Zamku Królewskim.

Potrafi dłonią utoczyć z piasku kulkę szkła z mrówką w środku.

Grozi teraz tą ognistą ręką Karolowi, który namawia ją na kromkę ze smalcem. Asystent od pirotechniki patrząc na ten gest, dostałby pewnie palpitacji.


Moda na piwo jest dla mnie nowością. W strefie piło się wódkę i spirytus. Pierwszy dostałem na szesnaste urodziny, chociaż dopraszałem się wcześniej.

Zabawne. Na przebijanie gardeł byłem wystarczająco dorosły. Na kieliszek już nie.

To Sawicki, który po Bodo przejął pałeczkę pierwszego amanta Polkoloru. Wprowadził modę na piwo i na niepalenie, co mi się akurat bardzo podobało.

Sztuczkę z kulką ze szkła i mrówką widziałem wiele razy. Za pierwszym razem przypomniała mi przedmieścia Częstochowy. Zatopione w kamieniu i szkle wypalone, ludzkie truchła.

Zemsta.

Dzięki niej tu jesteśmy wszyscy. Dzięki niej Polska Rzeczpospolita Wielonarodowa jest potęgą militarną i gospodarczą. Lublin konkuruje z Lwowem o tytuł największego miasta uniwersyteckiego na świecie. Dzięki niej, za góra dziesięć lat, polecimy na Księżyc. Dzięki niej, nasz wartownik wie, kiedy trzeba kończyć piknik i zbierać się do instytutu.

Stoi w pełnym rynsztunku. Kamizelka, tarcza przeciwodłamkowa, gogle przepisowo spięte z automatem. Tylko na małym palcu lewej ręki dynda mu pusta butelka.

Z szarżą się nie dyskutuje. Pakujemy wszystko do koszy. Zauważam jak Zuzia, kuzynka Prymasa, siostra dwóch księży, strzepuje okruchy chleba z sukienki na dłoń i szybkim ruchem wrzuca do ust. Hania z wdziękiem, od którego miękną kolana bierze od żołnierza butelkę i bałamutnie, zbyt długo odwraca głowę.

W drodze powrotnej, próbuję dołączyć swój głos do jakiejś szkolnej piosenki, ale nie znam słów. Nucę tylko coś pod nosem, zupełnie niezgodnie z melodią. Milknę, gdy mijamy najeżoną drutem kolczastym bramę. Wciągam ostatni haust gorącego powietrza. Smakuje jak miód.

 

CDN



tagi: epika 

Shork
21 września 2017 17:28
2     3070    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:
aember @Shork
21 września 2017 18:27

Czy ja tego już gdzieś nie czytałem?

Na którymś forumku? Rebelya? AdVerecundiam?

zaloguj się by móc komentować

Shork @aember 21 września 2017 18:27
21 września 2017 18:38

2011 więc chyba rebelya

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować