-

Shork : ...something wicked this way comes...

WIEPRZ 2014

Pamiętacie jak nas Putin miał zaatakować w 2014 roku? Tak było. Niektórzy zapomnieli i bali się, że w tym roku nas zaatakuje. Ci, co nie zapomnieli i napotykając identyczną jak trzy lata temu propagandę madialną, jedynie się uśmiechnęli.

Ja w 2014 roku uśmiechnąłem się nieco szerzej, a skutki poniżej.

 

WIEPRZ 2014


- Panie premierze, proszę powiedzieć nad czym tak obradowaliście?

- Sytuacja międzynarodowa, szczególnie na wschodzie niesie za sobą konieczność ustalenia nowej doktryny dla naszego kraju.

- Obawiam się panie premierze, że nasi czytelnicy nie podołają intelektualnie pańskiej sztuce oratorskiej.

- To niech nie podołują, byleby głosowali jak trzeba!

- Ale te wredne prawaki, momentalnie wykorzystają i przeinaczą tekst!
- No macie racje, panie redaktorze.

W związku z napiętą sytuacją na Ukrainie i niezrozumiałymi dla nas działaniami naszego, od zawsze przyjaciela Władimira Putina, którego widocznie ktoś podmienił, musieliśmy z kolegami i koleżankami zaplanować działania na wypadek ataku, naszego przyjaciela na Polskę.

- Ojejku, panie premierze, mam nadzieję, że wszystko się udało?
- W zupełności. O mam tutaj treść planu, proszę się nie przejmować, że taki pognieciony.

- Panie premierze, nie za bardzo mogę odczytać... Może jednak pan?

- Proszę bardzo. Plan jest nie do złamania, a jego ujawnienie może jedynie skłonić naszego przyjaciela do natychmiastowego zaniechania działań.

Po pierwsze, nasza armia zawodowa dla niepoznaki i efektu zaskoczenia wycofa się na zachód kraju i rozśrodkuje w małych miastach i wsiach, gdzie będzie udawała świętowanie z użyciem dużej ilości gorzałki. Natomiast na pierwszą linię frontu, w rejon rzeki Wieprz, skierujemy prawie milionową armię.

- Panie premierze! Ale my nie mamy tak licznej armii!
- Oczywiście, że mamy. Jest to armia rozpieszczana przez nas przez ostatnie lata, zaprawiona w bojach i doskonale uzbrojona. To armia urzędników! Niech Pan sobie wyobrazi ten popłoch w szeregach wroga, kiedy pod sztandarami ze stawkami VAT, uderzą nasze brygady. Sprawdzaliśmy, nie ma takiej kamizelki, która oprze się dobrze wyostrzonej zszywce. Łańcuchy ze spinaczy będą ich pętać, a tusz z pieczątek zaleje oczy. Stosy ustaw i interpretacji, narastając lawinowo odetnie im powietrze, a zapytania o uściślenia zablokują całkowicie łączność. W awangardzie wypuścimy harcowników-komorników, którzy wprowadzą zamęt eliminując najzacieklejszych przeciwników.

W odwodzie pozostawimy jedynie brygadę akcyzową, bo nadal prosimy ONZ o zgodę na użycie tak drastycznej broni.

- To piechota, panie premierze, ale co z wojskami zmechanizowanymi? Nie obawia się pan uderzenia przełamującego?

- To też przewidzieliśmy. Do akcji włączymy Pendolino i to oba naraz. Na taki widok, każdy czołg zatrzyma się, aby podziwiać, a wtedy kolejarze, wystrzelą z proc na tyły wroga setki tysięcy zegarków. Szyk z całą pewnością się załamie. Ci z przodu ruszą do tyłu po łupy. W zanadrzu mamy jeszcze broń psychologiczną. Na każdym moście postawimy kopię tęczy z Placu Zbawiciela. Kto odważy się ją zniszczyć, będzie narażony na atak silnych i zdesperowanych grup LGBT. Które mają za zadanie wpędzić wroga w konfuzję, zalać miłością i rozkochać w pokoju.

- Genialne, panie premierze. A co z lotnictwem?

- Spoko. Francuzi przysłali nam cztery myśliwce, które tradycyjnie uciekając, odciągną samoloty wroga na zachód. Z pozostałymi poradzimy sobie zagłuszając ich silniki śpiewem laureatów teleturniejów. Silnik zawstydzony zamilknie, a samolot spadnie. Niedobitkom zabronimy tankować na naszych stacjach benzynowych do tego nie dostaną zgody na lądowanie.

- Wojska rakietowe? Czy zdążymy zbudować tarcze?

- Niestety nie, ale mamy rozwiązanie! Politechnika Łódzka zaprojektowała dla nas latające fotoradary. Będą sprytnie umieszczone na stabilizowanych przy pomocy sygnałów GPS sterowcach.

Wyliczyliśmy, że są w stanie opóźnić przylot rakiet do czasu zbudowania tarczy. A gdyby się nie udało, zawsze zdążymy przenieść cele w inne miejsce.

- A co z marynarką?

- Proszę pana. Jak zobaczą ruiny stoczni, to stwierdzą, że wojna wygrana i zawrócą.

- A jeżeli mimo wszystko przegramy?

- No cóż. Wtedy Bieńkowska powie coś na pocieszenie.



tagi: satyra 

Shork
8 października 2017 11:25
2     2420    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:
stanislaw-orda @Shork
8 października 2017 11:48

gdyby co, to osiem iskanderów wystarczyłoby: cztery elektrownie oraz  cztery lotniska wojskowe (ścislej ich ośrodki kontroli lotu). W sumie skutek pojawiłby się  nie później  jak po 48 godzinach.

zaloguj się by móc komentować

Shork @stanislaw-orda 8 października 2017 11:48
8 października 2017 11:53

wiesz jak długo trwałoby wydanie zezwolenia na zbombardowanie elektrowni? Co najmniej 4 tygodnie. No chyba, że z łapówką to dwa.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować